
Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o książce Jojo Moyes "Zanim się pojawiłeś", pomyślałam, że to jakieś romansidło, jakich wiele. Będąc jednak w bibliotece, skusiłam się na nią po tym, jak panie bibliotekarki zapewniały mnie, że ten utwór na pewno mnie nie rozczaruje. W domu miałam już kilka interesujących pozycji, jednak książkę Moyes wzięłam do ręki jako pierwszą.
Powieść zaczyna się całkiem przyjaźnie, od razu wyczuwa się, że pisana jest lekkim piórem i nie brak w niej trafnych spostrzeżeń oraz, tu, gdzie trzeba, ironii. Napisana jest również w taki sposób, by nie zanudzić, a wciągnąć czytelnika w świat Louisy Clark. Najpierw mamy doczynienia z narratorem w pierwszej osobie, lecz to co jakiś czas się zmienia.
Jeśli chodzi o treść, to nie jest banalna czy przewidująca.
Główną bohaterka to 26-letnia dziewczyna, Lou. Podejmuje ona się wielu zajęć i wciąż nie może znaleźć odpowiedniej i wystarczająco płatnej pracy. Trafia w końcu do domu Traynorów i zaczyna pracę jako opiekunka niepełnosprawnego Willa. I myślicie, że dalsza część to typowy scenariusz taniego romansu? Otóż nie, oni wcale się w sobie nie zakochują od pierwszego wrażenia, nie ma tu też scen łóżkowych czy wielkich i rzewnych wyznań rodem z Romea i Julii. Pokazane jest życie człowieka, który ucierpiał w wypadku i jego przyszłość, która nie zapowiada się kolorowo. Louisa to barwna, ciekawa osóbka z charakterem, której losy leżą w rękach... no właśnie, kogo? Na pewno nie jej samej, bo los, moi drodzy, lubi kopać dołki, burzyć plany i rujnować marzenia. Jak jest w tym przypadku ? Czy będzie tak, jak planuje to Lou ? Czy Will okaże się kimś więcej niż tylko nadętym snobem?
Na te pytania Wam nie odpowiem, tylko zachęcam do lektury "Zanim się pojawiłeś"! Uwierzcie, warto. Jeśli chcesz, żeby książka urzekła cię stylem i fabułą, jest to idealna opcja. :) :) :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz