***
Alicja
magiczne miała chyba tylko imię. Poza tym jej życie odzwierciedlała dzisiejsza
pogoda, było pochmurnie, a czarne bałwany zwisały nad gmachem policji. Zbierało
się na burzę, lecz „coś” trzymało grzmoty i błyskawice u góry, jakby zbliżało
się coś tłumionego i mocnego.
Alicja
wyglądała dziś wybitnie staro, jej zmarszczki były nadzwyczaj wyraźne, twarz
przybrała obojętny wyraz, a postawą ciała dawała do zrozumienia, że nie jest
chętna do jakichkolwiek konwersacji z innymi. Patrzyła się w jeden punkt na ścianie,
jakby rozmyślała nad czymś poważnym, lecz tym razem jej głowy nie zaprzątała
ani jedna myśl.
A
miała nad czym myśleć, gdyż kobiecie i jej koledze, Krzysztofowi, powierzono
trudne zadanie – sprawę o gwałt. Tego typu przypadki są zwykle skomplikowane,
więc i tutaj policjanci mieli przed sobą długą i zawiłą drogę. A grunt, po
którym zaczęli stąpać wydawał się naprawdę grząski. W sprawę bowiem zamieszany
był syn wysokiego rangą urzędnika, a ofiarą – dziewczyna rzadko opuszczająca
szpital psychiatryczny.
Alicja
i Krzysztof od godziny przesłuchiwali oskarżonego, ale każde nowe pytanie nie
przynosiło konkretnej i jasnej odpowiedzi. Oboje mieli wrażenie, że stoją w
miejscu. Alicja miała przeczucie, że ze zgwałcona dziewczyną będzie jeszcze
gorzej.
Policjanci
wybrali się więc do szpitala, gdzie przebywała Magda. Jadąc tam, zastanawiali
się, jak wygląda takie miejsce. Oboje zżerała ciekawość, ale też niepokój,
ponieważ nie mieli pojęcia, co i kogo zobaczą.