poniedziałek, 6 marca 2017

Magiczne imię Alicji i perypetie Adama czyli kolejny fragment "Wywiadu z życiem"

                                                                     
                                                                             ***

Alicja magiczne miała chyba tylko imię. Poza tym jej życie odzwierciedlała dzisiejsza pogoda, było pochmurnie, a czarne bałwany zwisały nad gmachem policji. Zbierało się na burzę, lecz „coś” trzymało grzmoty i błyskawice u góry, jakby zbliżało się coś tłumionego i mocnego.
Alicja wyglądała dziś wybitnie staro, jej zmarszczki były nadzwyczaj wyraźne, twarz przybrała obojętny wyraz, a postawą ciała dawała do zrozumienia, że nie jest chętna do jakichkolwiek konwersacji z innymi. Patrzyła się w jeden punkt na ścianie, jakby rozmyślała nad czymś poważnym, lecz tym razem jej głowy nie zaprzątała ani jedna myśl.
A miała nad czym myśleć, gdyż kobiecie i jej koledze, Krzysztofowi, powierzono trudne zadanie – sprawę o gwałt. Tego typu przypadki są zwykle skomplikowane, więc i tutaj policjanci mieli przed sobą długą i zawiłą drogę. A grunt, po którym zaczęli stąpać wydawał się naprawdę grząski. W sprawę bowiem zamieszany był syn wysokiego rangą urzędnika, a ofiarą – dziewczyna rzadko opuszczająca szpital psychiatryczny.
Alicja i Krzysztof od godziny przesłuchiwali oskarżonego, ale każde nowe pytanie nie przynosiło konkretnej i jasnej odpowiedzi. Oboje mieli wrażenie, że stoją w miejscu. Alicja miała przeczucie, że ze zgwałcona dziewczyną będzie jeszcze gorzej.
Policjanci wybrali się więc do szpitala, gdzie przebywała Magda. Jadąc tam, zastanawiali się, jak wygląda takie miejsce. Oboje zżerała ciekawość, ale też niepokój, ponieważ nie mieli pojęcia, co i kogo zobaczą.
Kiedy dotarli na miejsce, przywitał ich duży kompleks beżowych, dwupiętrowych budynków, połączonych w kwadrat, a w środku, między nimi, znajdował się dziedziniec. Oddział młodzieżowy mieścił się na pierwszym piętrze. Różnił się on od takich „zwyczajnych” tym, że żaden z pacjentów nie mógł opuścić go bez pozwolenia personelu medycznego. Okna zakratowane, ochrona strzeżąca budynków, wszechobecne kamery – takich charakterystycznych dla oddziałów psychiatrii metod dbania o bezpieczeństwo, można by wymienić całe mnóstwo. Dla kogoś, kto ma z czymś takim styczność po raz pierwszy, wszystko jest obce, a niekiedy przerażające. Toteż trudno się dziwić niepokojowi Alicji i Krzysztofa, którzy wchodząc na oddział, byli nieco zdezorientowani. Zapytali pielęgniarkę o Magdę, kobieta popatrzyła na nich niepewnie i powiedziała: „Widzą państwo, z Magdą mamy trochę kłopotów, nie wiadomo, jak się zachowa, gdy zobaczy jakiegoś mężczyznę, a szczególnie w takim umundurowaniu. Myślę, że najlepiej będzie, jak pan poczeka na korytarzu, a panią proszę za mną, tam jest jej izolatka.”
Alicja miała odpowiednie przeszkolenie i teoretycznie wiedziała jak rozmawiać z ofiarami gwałtów. Wszystko to ładnie się mówi, ale w rzeczywistości i z prawdziwym człowiekiem, sytuacja mogła wyglądać bardzo różnie. Policjantka postanowiła, że będzie jak najbardziej delikatna, ale i profesjonalna.
Kiedy znalazła się już za progiem izolatki, dostrzegła młodą, drobną dziewczynę, która była zaczytana w książce.
- O, Pawlikowska, lubisz? – zagadała Alicja.
- A pani przyszła zobaczyć, czy świry umieją czytać, czy co? Lubię różne rzeczy, ale kogo to interesuje ? Wy wszyscy jesteście ograniczeni i głupi, widzicie we mnie tylko PROBLEM. A ja jestem człowiekiem i też mam uczucia, a nie tylko numer pesel. Czego pani ode mnie chce?
- Słuchaj Magda, jestem policjantką i przyszłam tutaj tylko w celach czysto służbowych, a nie po to, żeby cię oceniać. Muszę cię przesłuchać i liczę na twoją współpracę, bo dzięki temu sprawca zostanie ukarany.
- Ukarany? Phi, a po jakimś czasie wyjdzie z pierdla i będzie żyć normalnie, nie umrze, tak jak ja. Bo kto da życie mnie samej?


                                                                ******

Adam spacerował po swoim wynajętym apartamencie, wynajętym w Londynie. Lubił ten angielski klimat, mało słońca, wilgoć i mgła. Dobrze mu się pracowało w taką pogodę, zamykał się w swoim gabinecie i oddawał obowiązkom.
Chodząc w tę i z powrotem, nagle zerwał się do dzwoniącego telefonu. Była to pomyłka. „Niestety”- pomyślał, gdyż od tygodnia czekał na ważną informację z Polski, w sprawie stanu zdrowia matki. Kobieta kilka dni temu miała mieć kolejną operację. Adam nie mógł być przy niej, ponieważ brał udział w rozmowach dotyczących wielomilionowego kontraktu, a to absorbowało go bardziej i liczył, że reszta rodzeństwa zajmie się chorą matką.
Sam spodziewał się również telefonu od swojego prawnika, który był specjalistą pierwszej klasy. Jego honorarium także wskazywało na silną pozycję na tym rynku. Dla Adama pieniądze na adwokata nie stanowiły większego problemu, w końcu chodziło o rozwód, jego rozwód, więc śmiało przelał niebotyczną kwotę na konto prawnika. Adam miał nadzieję, że całe zamieszanie wokół tej sprawy zakończy się jak najszybciej. „A Joanna nie odpuści” – pomyślał.  Była żona poświęciła swoje pasje i marzenia dla niego. Robiła za wierną, kochaną małżonkę, która czeka utęskniona na męża i zajmuje się domem. Kiedyś miała niezłe zadatki na weterynarza, ale jej mężczyźnie się to nie podobało, więc rzuciła studia. Poza tym rodzice Joanny wmawiali jej, że Adam to prawdziwy skarb i idealny kandydat na męża, toteż kobieta utwierdziła się w przekonaniu, że nie warto iść za swoimi marzeniami.
Wieczorem, gdy Adam położył się do łóżka, bardzo długo nie mógł zasnąć. Wydawało mu się, że jak człowiek jest zmęczony po całym dniu pracy, to zaśnie szybko, a tu nic. Starał się nie myśleć o problemach, lecz nie było to takie łatwe. Rozwód, chora matka, kłopoty z porozumieniem się z członkami zarządu. Doskwierał mu też brak przyjaciół. Z żoną też nigdy nie był w bliskiej relacji. Niby mieszkali w pięknej willi pod Warszawą i na każde wielkie wyjście szli we dwójkę, to dzielił ich mur. Joanna starała się być godną wybranką swojego „księcia” i zmienić się, by nie przynieść mu wstydu. Zmieniła styl, schudła, zaczęła się malować, czytać podręczniki do ekonomii, których szczerze nie znosiła. Wstydu Adamowi nigdy nie przyniosła, ale czy była szczęśliwa? Co więcej, i „książę” nie był zadowolony, kiedy mijali się bez słowa w swoim przestronnym domu.
Ta zawsze potulna żona, Joasia, kiedy szanowny małżonek zaczął przebąkiwać coś o rozwodzie, obudziła w sobie lwicę. Nie poszła z nim na kompromis, to ona zaczęła prawdziwą batalię. Oczywiście, nie działo się to tak szybko, ale dały jej do myślenia dwie rzeczy. Pierwszą była rozmowa z sąsiadką jej siostry. Kobieta w luźnej rozmowie weszła na temat swojego niedobrego męża. Ów mężczyzna zabierał jej wolność, coraz częściej stawał się arogancki i samolubny. Nie pozwolił jej realizować się zawodowo, kształcić się i mieć chociaż trochę przestrzeni. Te swoje średniowieczne zapatrywania tłumaczył tym, że żona ma słabe zdrowie, co nie było prawdą. Po prostu wolał mieć pełną kontrolę, bał się, że kiedy kobieta posmakuje choćby i szczyptę świata, to go zostawi.
Joasia bardzo współczuła owej pani, co więcej, doszła do wniosku, że niektóre żony to dopiero mają ciężko. Adam, ucieleśnienie jej marzeń z dzieciństwa, romantyk, wrażliwiec, obsypujący ją prezentami i komplementami, to ideał. Niejedna z jej koleżanek dałaby się pokroić, by być na jej miejscu. Joasia była zachwycona, kiedy Adam oświadczył się jej na urlopie w Alpach szwajcarskich. Teraz, cztery lata po ślubie, mając dopiero 32 lata, czuła się jak staruszka, wydawało jej się, że wszystko za nią, że nic nie da się zrobić. Jedynym ratunkiem dla zachowania godności miały być pieniądze Adama. Joasia chciała mieć spokój, wreszcie poznać siebie i swoje potrzeby, które zostały stłumione w zarodku.
Adam jeszcze spał, a było już po 10. rano, sobota. Nagle ciszę przerwał sygnał dzwonka telefonu. Mężczyzna niechętnie przekręcił się na drugi bok i wyciągnął rękę po komórkę.
- Cześć Adam. Z tej strony Iwona Leszczyńska. Słuchaj, mam sprawę. To ważne. Musimy się spotkać i pogadać.
- A Iwona? No tak, pamiętam. Jeśli to naprawdę ważne, to powiedz teraz. Nie mam czasu, żeby się z tobą spotkać.
- Miły jak zwykle, gdy trzeba, cały ty. To poważna sprawa, powinniśmy…
- Chodzi o pożyczkę, tak ? Powiedz ile i będziemy kwita.
- Nie, tu nie chodzi o forsę. Spotkajmy się dzisiaj po południu, o szesnastej w parku przy Sasankowej.
- No dobra, ok.
Adam do 16. tego dnia, właściwie nic nie robił. A to nicnierobienie polegało na oglądaniu „koszmarnej telewizji” i popijaniu pizzy piwem. Przed wyjściem na spotkanie, mężczyzna nie szykował się specjalnie. Dla niego Iwona należała już do przeszłości, było, minęło, skończyło się. A więc po co tak nalegała, żeby się zobaczyć? Adam był pewien, że jednak chodzi o pieniądze na jakieś babskie fanaberie. Biznesman w końcu wyszedł z domu, wsiadł do swojej bryki, przez niektórych nazywanej „ufo”. Dotarł na parking w pobliżu parku i od razu dostrzegł Iwonę. Podszedł do niej i zauważył, że kobieta ma wyjątkowo zbolały wyraz twarzy.
- Witaj Adamie. Już myślałam, że mnie olejesz, a słyszałam, że to u ciebie częste.
- Daruj sobie te uszczypliwości. Przejdź do rzeczy, bo szczerze mówiąc, to nie mam zbyt wiele czasu.
- Chcesz prawdy, tu i teraz?
- Tak, mów.
- Jestem z tobą w ciąży.
- Co ?! Tobie się coś chyba pomyliło dziewczyno!
- Tak się składa, że nie. Byłam u lekarza, to pewne.
- A skąd mam mieć pewność, że to moje?
- Nie miałam nikogo przed tobą.
- Ok, powiedzmy, że ci wierzę. No dobra, więc ile?
- Co ile ?
- No nie udawaj. Ile trzeba, żeby, no wiesz, usunąć problem?
- Usunąć problem? Źle mnie chyba zrozumiałeś. Słuchaj, powiedziałam ci o tym, żeby wiedzieć czy poczuwasz się do ojcostwa. Urodzę to dziecko czy tego chcesz, czy nie. I nie zależy mi na twojej przeklętej forsie, możesz się nią wypchać. Po prostu chciałam, żeby dziecko miało ojca, bo jego brak, to nic dobrego. Nic tu po mnie, nie mam już z tobą o czym rozmawiać.
- Ale Iwona, poczekaj…
- Pogadamy jak dojrzejesz, cześć.
Kobieta odeszła szybkim krokiem, zostawiając zdezorientowanego Adama w parku.  Usiadł na najbliższej ławce i schował twarz w dłoniach.

                                                               ***

Do Adama sprowadziła się Iwona. W końcu. I z lekko zaokrąglonym już brzuchem. Miała jedną, małą walizkę, praktycznie cały jej dobytek. Zdziwiło to Adama, bo pomieszkując z kilkoma kobietami, wiedział, że one parsknęłyby śmiechem, widząc taką skromność.
Iwona nie wyglądała jednak na zagubioną sierotę, o nie. Co prawda wyglądała subtelnie, fioletowo – czarne ubrania, brak makijażu czy duże okulary i włosy spięte w koczek. Nosiła za to dumnie uniesiony podbródek, a na jej twarzy malował się uśmiech pewnej siebie i silnej kobiety. Widok Iwony znacznie onieśmielał Adama, choć on sam za bardzo nie wiedział dlaczego. Prawdopodobnie przyczyną tego zawstydzenia był fakt, że kobieta w niczym nie przypominała jego wcześniejszych partnerek. Co więcej, ta jej niezależność, silny charakter i postawa względem Adama „nie rób mi łaski, głęboko gdzieś mam twoją pozycję i forsę” każdego chyba mężczyznę zbiłyby z tropu.
- Słuchaj Iwona, tu będzie twój pokój – rzekł Adam, wskazując kobiecie jej nowe lokum.
- Wow! Nie musiałeś się aż tak starać. Ten pokój jest wielkości dwóch mieszkań w bloku, gdzie mieszkałam.
- Och, przestań. Czuj się swobodnie i nie krępuj się. Lodówka pełna, tu są ręczniki, a tam śpi kot. Mieszkanie jest duże, więc nie będziemy wchodzić sobie w drogę.
- Ok, super.
- Ale jeśli chcesz… Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, to…
- Wiem, ale dzięki, nie trzeba.
Zanim Adam otworzył usta, by coś powiedzieć, ktoś zadzwonił do drzwi. W progu stała Ewelina, kobieta, z którą spotykał się od czasu do czasu, głównie po to, żeby się z nią  przespać. Tak naprawdę niewiele o sobie wiedzieli, ale żadne nie chciało tej wiedzy pogłębiać.
- Hej Adam! Dawno się nie widzieliśmy. Może czas odnowić znajomość? Przyniosłam wino, pierwszej klasy. Czeka nas miły wieczór.
- Oj nie wiem, Ewelino. Nie jestem sam, jest u mnie…
- O proszę, dobra. Wiesz co, mam cię gdzieś. Żegnaj!
I tym akcentem piękna i wyniosła Ewelina odeszła na zawsze z życia Adama. Jako że była jedną z wielu atrakcyjnych kobiet w jego otoczeniu, mężczyzna wzruszył tylko ramionami. Nie mógł jednak spojrzeć w oczy Iwonie. Nie chciał, żeby myślała, że wciąż jest tym samym, niedojrzałym bawidamkiem.

                                                                    ***

Adam znowu stracił Iwonę, kobieta wzięła bagaż i wybiegła bez słowa z apartamentu. Mężczyzna sam nie wiedział, co o tym wszystkim sądzić. Myślał, że takie „wybryki” zawsze będą uchodzić mu na sucho, a on „wieczny chłopiec” będzie nadal szukał przygód. Adam nie chciał wpaść w „dołek”, więc postanowił podzielić się z kimś swoimi problemami. Obok niego było zawsze pełno ludzi, ale komu można zaufać? Szybko jednak znalazł odpowiedź na to pytanie. Wybrał brata. Piotr odebrał telefon już po drugim sygnale.
- No cześć stary. Jak tam żyjesz? Nadal zmieniasz samochody jak rękawiczki, a kobiety jak skarpetki?
- Oj Piotrek… Ja tu do ciebie dzwonię, żeby się wygadać i poprosić o radę, a ty mi…
- Ok, ok, przestaję już i zamieniam się w słuch.
- Jest tak: jakiś czas temu, podczas imprezy firmowej spotkałem jedna laskę, Iwonę. Próbowałem zbyt wielu drinków i chyba za bardzo się rozluźniłem. Zacząłem ją podrywać, a ona ze mną tańczyła. Wydawała się  twarda i niedostępna, i to mi w niej się spodobało. Kręciłem się koło niej i komplementowałem, aż mi uległa. Dalej, domyślasz się jak było. Rano, gdy się obudziłem, żadnego po niej śladu. I widzisz, byłem pewien, że już nigdy jej nie zobaczę, że było, minęło, skończyło się. A teraz dowiaduję się, że zaszła ze mną w ciążę. I co? Ja mam być ojcem? Przecież nigdy nie chciałem ! Najgorsze, że ona nie chce tego usunąć.
- Usunąć? Przecież to nowy człowiek, który czuje. A ty jesteś po prostu nieodpowiedzialny, naważyłeś piwa, to teraz je wypij. Żeby wyjść z twarzą i zachować się jak facet, powinieneś poczuć się do ojcostwa i zaopiekować się nią i dzieckiem.
- Wiesz co, prawdę mówiąc, to spodziewałem się innej reakcji, że mnie wesprzesz i pogadamy jak faceci.
- Jak faceci? Sorry, Adam, ale nie stanę po twojej stronie. Zachowałeś się niedojrzale. I ja wcale nie będę cię bronił. Skończ z tym wizerunkiem chłoptasia, masz 35 lat! Wiem, że w oczach matki będziesz zawsze kochanym synalkiem, ale ja się nie dam nabrać na twoje minki. Zadzwoń, jak się ogarniesz i uporządkujesz swoje sprawy. Cześć!

                                                               ******

Było dobrze po dwunastej, kiedy Alicja uporała się ze wszystkimi obowiązkami : posprzątała mieszkanie, wyprasowała ubrania, odrobiła z dziećmi lekcje i położyła je spać.
Miała wreszcie chwilkę dla siebie i wykorzystała ją, mimowolnie, na rozmyślania. Czasami trudno było jej zostawić sprawy zawodowe za drzwiami, tak jak teraz. Zastanawiała się już nie nad tym, jak może czuć się Magda, ale jak rodzina jej i jej oprawcy. Czy mogli zapobiec nieszczęściu? Czy rodzice przestępcy mogli go inaczej wychować? Czy o Magdę wystarczająco dbano?
Tym sposobem, idąc dalej, Alicja „przeskoczyła” myślami na swoją rodzinę, jej dom lat dzieciństwa. Oczami wyobraźni widziała siebie samą, w wieku 12 lat podczas górskiej wędrówki z rodzicami i siostrą. Nie było to wspomnienie realistyczne, gdyż jej matka za nic w świecie nie poszłaby z córkami i mężem na pieszą wycieczkę. Nie, nie dlatego, że kontakt z przyrodą napawał ją obrzydzeniem, lecz nie chciała pokazywać się gdziekolwiek z rodziną. Tę niechęć tłumaczyła tym, że niestety, nie udała jej się i to wstyd pokazywać się gdzieś z takim kocmołuchem (Alicją) i mężem – ciamajdą.
Nasza policjantka, jako dziecko, była niesforna i nieusłuchana. W szczególności reagowała tak na rozkazy matki, w stosunku do której żywiła silne emocje, szkoda, że najczęściej negatywne. Pierwsza myśl na hasło „mama” wywołała u Alicji wspomnienie siódmych urodzin, które naprawdę dobrze zapadły jej w pamięć.
Tego dnia, mała Ala tryskała szczęściem, tata bowiem poświęcił wiele serca i czasu, żeby przygotować dla niej przyjęcie urodzinowe. Ich wielki dom został udekorowany, okazały tort i inne frykasy znalazły się na stole, całość wyglądała imponująco. Jako goście – przybyło 12 dziewcząt. Alicja, cała w euforii, długo czekała na ten moment, kiedy pojawi się w drzwiach salonu, jako gwiazda wieczoru. Trapiła ją tylko jedna rzecz – gdzie jest mama? Czy zapomniała o urodzinach córki? Tata szybko wyjaśnił jej, że kobieta ciężko teraz pracuje, ale kocha dziewczynkę i szykuje dla niej wyjątkowy prezent.
Nie tylko Alicja obawiała się i trzymała dystans do matki. Chyba nikt z całej rodziny wolał nie wchodzić jej w drogę. Aldona, która była prokuratorem, wszystko i wszystkich trzymała twardą ręką. Niejeden oskarżony trząsł spodniami w strachu, nawet przed jej zabójczym spojrzeniem. Kobieta uchodziła za bezwzględną, nie miała litości, trafnie formułowała zarzuty, zresztą nie tylko na sali sądowej. Zawsze walczyła do końca i stawiała na swoim.
W ten lipcowy wieczór Alicja z przyjaciółkami bawiła się naprawdę świetnie. Dziewczęta wymyślały co trochę nowe zabawy, śpiewały, krzyczały i wesoło ganiały się po ogrodzie, robiąc przy tym bałagan i sporo hałasu. Na to wszystko, z pobłażaniem, patrzył ojciec rodziny. Ów mężczyzna dziękował Bogu za te chwile, kiedy jego córka mogła być taka, jaka chciała, czyli wesoła i spontaniczna. Nie spodziewał się jednak, że to wszystko będzie trwało tak krótko. Aldona nie wiadomo skąd pojawiła się w drzwiach. Andrzej pochmurniał z powodu tego widoku, wiedział, że wczesny, jak na nią, powrót nie wróży nic dobrego. Kobieta nie wiedziała również o przyjęciu urodzinowym córki.
Kiedy przekroczyła próg willi, jej oczom ukazał się tabun rozkrzyczanych dziewczynek, które z mebli zrobiły sobie tor przeszkód. Ten obraz obudził w Aldonie pokłady złości. Złapała przerażoną córkę za włosy, odrzuciła ją na bok i wycedziła tonem pełnym jadu: „Co to za burdel, natychmiast wyproś koleżanki, nie chcę ich tutaj widzieć. A ty masz siedzieć w swoim pokoju do odwołania !” Dziewczynka, drżąc ze strachu i ze łzami w oczach, zwróciła się ku przyjaciółkom, a one migiem opuściły dom.
Następnie Aldona podeszła do męża, który przyglądał się całemu zajściu z otwartymi ustami, jakby pierwszy raz widział wściekłość żony. Kobieta wykrzyczała w jego stronę kilka niecenzuralnych zwrotów, a na koniec zamachnęła się i uderzyła Andrzeja w twarz. Upokorzony mężczyzna, ze łzami w oczach, poszedł do siebie. Bardzo bolało go to, że całe zajście widziała Alicja, której zawsze starał się oszczędzać takich scen. Tłumaczył córce, że mama ją kocha, tylko ma problemy i stresującą pracę, przez co jest „trochę” nerwowa.
Roksana, starsza siostra dziewczynki, zupełnie innymi oczami widziała zachowanie matki, co więcej, jako jej pupilka, podziwiała hardość i pozycję zawodową kobiety. Aldona wystarczająco postarała się, żeby wzbudzić w córce pogardę względem ojca. Andrzej, który po ciężkim wypadku, był na rencie, przestał stanowić dla żony i Roksany jakąkolwiek wartość. Jedynie Alicja ponad wszystko go kochała i widziała w nim swojego bohatera, który bronił ją przed rozkazami matki.
Teraz, kiedy policjantka miała już  36 lat, nadal czuła się jak zagubiona dziewczynka, która pod ciągłą presją i rozkazami, wciąż była smutna. Obecnie, zamiast władczej ręki matki, swoją wygórowaną pozycję nad Alicją podkreślał mąż. Kobieta w pracy była silną i obowiązkową panią sierżant, która angażowała się w poważne zadania, natomiast w domu, pozostawała w cieniu aroganckiego i apodyktycznego mężczyzny. Ponadto policjantka nie potrafiła postawić się mężowi, który coraz częściej zaglądał do kieliszka, wydając na alkohol spore sumy pieniędzy.
W Alicji zbierał się gniew, nie chciała być już tą wystraszoną dziewczynką, która tłumi w sobie emocje w strachu przed silniejszą osobą. O nie, w końcu powie temu: „dosyć”. I to nie w przyszłości, ale teraz. Chce zawalczyć o siebie i dzieci, bo uważa, że warto. Niech Aldona, spoczywająca na cmentarzu, patrzy na nią z góry z niemałym zdziwieniem…


                                                                  ******

A Iwona jakby zapadła się pod ziemię. Adam nie znalazł jej pod wcześniejszym adresem. Dzwonił do niej non stop, lecz bez odbioru. Postanowił więc, że poprosi o pomoc prywatnego detektywa. Specjalista szybko wpadł na trop kobiety. Okazało się, że Iwona wydała wszystkie swoje oszczędności na bilet do Australii, dokąd poleciała. Tam ciotka zostawiła jej w spadku przestronny dom, na wschodnim wybrzeżu, na przedmieściach Sydney.
Młoda kobieta wreszcie miała szansę rozpocząć życie na nowo. Pomysłów jej nie brakowało, malowała obrazy, pisała wiersze, a przede wszystkim posiadała przepiękny głos i grała na skrzypcach. Marzyło jej się założenie zespołu muzycznego, z którym mogłaby koncertować. Pragnęła również wychowywać swoje dziecko w atmosferze miłości, a nie adamowego blichtru.


                                                                     ***

Czy życie stawia przed Alicją i Adamem przeszkody nie do pokonania? Czy los, który jest przewrotny, lubi płatać figle i kopać dołki, wreszcie uśmiechnie się do naszych bohaterów?

Ale o tym cicho sza…, następnym razem Wam opowiem J


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz