***
Alicja
magiczne miała chyba tylko imię. Poza tym jej życie odzwierciedlała dzisiejsza
pogoda, było pochmurnie, a czarne bałwany zwisały nad gmachem policji. Zbierało
się na burzę, lecz „coś” trzymało grzmoty i błyskawice u góry, jakby zbliżało
się coś tłumionego i mocnego.
Alicja
wyglądała dziś wybitnie staro, jej zmarszczki były nadzwyczaj wyraźne, twarz
przybrała obojętny wyraz, a postawą ciała dawała do zrozumienia, że nie jest
chętna do jakichkolwiek konwersacji z innymi. Patrzyła się w jeden punkt na ścianie,
jakby rozmyślała nad czymś poważnym, lecz tym razem jej głowy nie zaprzątała
ani jedna myśl.
A
miała nad czym myśleć, gdyż kobiecie i jej koledze, Krzysztofowi, powierzono
trudne zadanie – sprawę o gwałt. Tego typu przypadki są zwykle skomplikowane,
więc i tutaj policjanci mieli przed sobą długą i zawiłą drogę. A grunt, po
którym zaczęli stąpać wydawał się naprawdę grząski. W sprawę bowiem zamieszany
był syn wysokiego rangą urzędnika, a ofiarą – dziewczyna rzadko opuszczająca
szpital psychiatryczny.
Alicja
i Krzysztof od godziny przesłuchiwali oskarżonego, ale każde nowe pytanie nie
przynosiło konkretnej i jasnej odpowiedzi. Oboje mieli wrażenie, że stoją w
miejscu. Alicja miała przeczucie, że ze zgwałcona dziewczyną będzie jeszcze
gorzej.
Policjanci
wybrali się więc do szpitala, gdzie przebywała Magda. Jadąc tam, zastanawiali
się, jak wygląda takie miejsce. Oboje zżerała ciekawość, ale też niepokój,
ponieważ nie mieli pojęcia, co i kogo zobaczą.
Kiedy
dotarli na miejsce, przywitał ich duży kompleks beżowych, dwupiętrowych
budynków, połączonych w kwadrat, a w środku, między nimi, znajdował się
dziedziniec. Oddział młodzieżowy mieścił się na pierwszym piętrze. Różnił się
on od takich „zwyczajnych” tym, że żaden z pacjentów nie mógł opuścić go bez pozwolenia
personelu medycznego. Okna zakratowane, ochrona strzeżąca budynków,
wszechobecne kamery – takich charakterystycznych dla oddziałów psychiatrii
metod dbania o bezpieczeństwo, można by wymienić całe mnóstwo. Dla kogoś, kto
ma z czymś takim styczność po raz pierwszy, wszystko jest obce, a niekiedy
przerażające. Toteż trudno się dziwić niepokojowi Alicji i Krzysztofa, którzy
wchodząc na oddział, byli nieco zdezorientowani. Zapytali pielęgniarkę o Magdę,
kobieta popatrzyła na nich niepewnie i powiedziała: „Widzą państwo, z Magdą
mamy trochę kłopotów, nie wiadomo, jak się zachowa, gdy zobaczy jakiegoś
mężczyznę, a szczególnie w takim umundurowaniu. Myślę, że najlepiej będzie, jak
pan poczeka na korytarzu, a panią proszę za mną, tam jest jej izolatka.”
Alicja
miała odpowiednie przeszkolenie i teoretycznie wiedziała jak rozmawiać z
ofiarami gwałtów. Wszystko to ładnie się mówi, ale w rzeczywistości i z
prawdziwym człowiekiem, sytuacja mogła wyglądać bardzo różnie. Policjantka
postanowiła, że będzie jak najbardziej delikatna, ale i profesjonalna.
Kiedy
znalazła się już za progiem izolatki, dostrzegła młodą, drobną dziewczynę,
która była zaczytana w książce.
-
O, Pawlikowska, lubisz? – zagadała Alicja.
-
A pani przyszła zobaczyć, czy świry umieją czytać, czy co? Lubię różne rzeczy,
ale kogo to interesuje ? Wy wszyscy jesteście ograniczeni i głupi, widzicie we
mnie tylko PROBLEM. A ja jestem człowiekiem i też mam uczucia, a nie tylko
numer pesel. Czego pani ode mnie chce?
-
Słuchaj Magda, jestem policjantką i przyszłam tutaj tylko w celach czysto
służbowych, a nie po to, żeby cię oceniać. Muszę cię przesłuchać i liczę na
twoją współpracę, bo dzięki temu sprawca zostanie ukarany.
-
Ukarany? Phi, a po jakimś czasie wyjdzie z pierdla i będzie żyć normalnie, nie
umrze, tak jak ja. Bo kto da życie mnie samej?
******
Adam
spacerował po swoim wynajętym apartamencie, wynajętym w Londynie. Lubił ten
angielski klimat, mało słońca, wilgoć i mgła. Dobrze mu się pracowało w taką
pogodę, zamykał się w swoim gabinecie i oddawał obowiązkom.
Chodząc
w tę i z powrotem, nagle zerwał się do dzwoniącego telefonu. Była to pomyłka.
„Niestety”- pomyślał, gdyż od tygodnia czekał na ważną informację z Polski, w
sprawie stanu zdrowia matki. Kobieta kilka dni temu miała mieć kolejną
operację. Adam nie mógł być przy niej, ponieważ brał udział w rozmowach
dotyczących wielomilionowego kontraktu, a to absorbowało go bardziej i liczył,
że reszta rodzeństwa zajmie się chorą matką.
Sam
spodziewał się również telefonu od swojego prawnika, który był specjalistą
pierwszej klasy. Jego honorarium także wskazywało na silną pozycję na tym
rynku. Dla Adama pieniądze na adwokata nie stanowiły większego problemu, w
końcu chodziło o rozwód, jego rozwód, więc śmiało przelał niebotyczną kwotę na
konto prawnika. Adam miał nadzieję, że całe zamieszanie wokół tej sprawy
zakończy się jak najszybciej. „A Joanna nie odpuści” – pomyślał. Była żona poświęciła swoje pasje i marzenia
dla niego. Robiła za wierną, kochaną małżonkę, która czeka utęskniona na męża i
zajmuje się domem. Kiedyś miała niezłe zadatki na weterynarza, ale jej
mężczyźnie się to nie podobało, więc rzuciła studia. Poza tym rodzice Joanny
wmawiali jej, że Adam to prawdziwy skarb i idealny kandydat na męża, toteż
kobieta utwierdziła się w przekonaniu, że nie warto iść za swoimi marzeniami.
Wieczorem,
gdy Adam położył się do łóżka, bardzo długo nie mógł zasnąć. Wydawało mu się,
że jak człowiek jest zmęczony po całym dniu pracy, to zaśnie szybko, a tu nic.
Starał się nie myśleć o problemach, lecz nie było to takie łatwe. Rozwód, chora
matka, kłopoty z porozumieniem się z członkami zarządu. Doskwierał mu też brak
przyjaciół. Z żoną też nigdy nie był w bliskiej relacji. Niby mieszkali w
pięknej willi pod Warszawą i na każde wielkie wyjście szli we dwójkę, to
dzielił ich mur. Joanna starała się być godną wybranką swojego „księcia” i
zmienić się, by nie przynieść mu wstydu. Zmieniła styl, schudła, zaczęła się
malować, czytać podręczniki do ekonomii, których szczerze nie znosiła. Wstydu
Adamowi nigdy nie przyniosła, ale czy była szczęśliwa? Co więcej, i „książę”
nie był zadowolony, kiedy mijali się bez słowa w swoim przestronnym domu.
Ta
zawsze potulna żona, Joasia, kiedy szanowny małżonek zaczął przebąkiwać coś o
rozwodzie, obudziła w sobie lwicę. Nie poszła z nim na kompromis, to ona
zaczęła prawdziwą batalię. Oczywiście, nie działo się to tak szybko, ale dały
jej do myślenia dwie rzeczy. Pierwszą była rozmowa z sąsiadką jej siostry.
Kobieta w luźnej rozmowie weszła na temat swojego niedobrego męża. Ów mężczyzna
zabierał jej wolność, coraz częściej stawał się arogancki i samolubny. Nie
pozwolił jej realizować się zawodowo, kształcić się i mieć chociaż trochę
przestrzeni. Te swoje średniowieczne zapatrywania tłumaczył tym, że żona ma
słabe zdrowie, co nie było prawdą. Po prostu wolał mieć pełną kontrolę, bał
się, że kiedy kobieta posmakuje choćby i szczyptę świata, to go zostawi.
Joasia
bardzo współczuła owej pani, co więcej, doszła do wniosku, że niektóre żony to
dopiero mają ciężko. Adam, ucieleśnienie jej marzeń z dzieciństwa, romantyk,
wrażliwiec, obsypujący ją prezentami i komplementami, to ideał. Niejedna z jej
koleżanek dałaby się pokroić, by być na jej miejscu. Joasia była zachwycona,
kiedy Adam oświadczył się jej na urlopie w Alpach szwajcarskich. Teraz, cztery
lata po ślubie, mając dopiero 32 lata, czuła się jak staruszka, wydawało jej
się, że wszystko za nią, że nic nie da się zrobić. Jedynym ratunkiem dla
zachowania godności miały być pieniądze Adama. Joasia chciała mieć spokój,
wreszcie poznać siebie i swoje potrzeby, które zostały stłumione w zarodku.
Adam
jeszcze spał, a było już po 10. rano, sobota. Nagle ciszę przerwał sygnał
dzwonka telefonu. Mężczyzna niechętnie przekręcił się na drugi bok i wyciągnął
rękę po komórkę.
-
Cześć Adam. Z tej strony Iwona Leszczyńska. Słuchaj, mam sprawę. To ważne.
Musimy się spotkać i pogadać.
-
A Iwona? No tak, pamiętam. Jeśli to naprawdę ważne, to powiedz teraz. Nie mam
czasu, żeby się z tobą spotkać.
-
Miły jak zwykle, gdy trzeba, cały ty. To poważna sprawa, powinniśmy…
-
Chodzi o pożyczkę, tak ? Powiedz ile i będziemy kwita.
-
Nie, tu nie chodzi o forsę. Spotkajmy się dzisiaj po południu, o szesnastej w
parku przy Sasankowej.
-
No dobra, ok.
Adam
do 16. tego dnia, właściwie nic nie robił. A to nicnierobienie polegało na
oglądaniu „koszmarnej telewizji” i popijaniu pizzy piwem. Przed wyjściem na
spotkanie, mężczyzna nie szykował się specjalnie. Dla niego Iwona należała już
do przeszłości, było, minęło, skończyło się. A więc po co tak nalegała, żeby się
zobaczyć? Adam był pewien, że jednak chodzi o pieniądze na jakieś babskie
fanaberie. Biznesman w końcu wyszedł z domu, wsiadł do swojej bryki, przez
niektórych nazywanej „ufo”. Dotarł na parking w pobliżu parku i od razu
dostrzegł Iwonę. Podszedł do niej i zauważył, że kobieta ma wyjątkowo zbolały
wyraz twarzy.
-
Witaj Adamie. Już myślałam, że mnie olejesz, a słyszałam, że to u ciebie
częste.
-
Daruj sobie te uszczypliwości. Przejdź do rzeczy, bo szczerze mówiąc, to nie
mam zbyt wiele czasu.
-
Chcesz prawdy, tu i teraz?
-
Tak, mów.
-
Jestem z tobą w ciąży.
-
Co ?! Tobie się coś chyba pomyliło dziewczyno!
-
Tak się składa, że nie. Byłam u lekarza, to pewne.
-
A skąd mam mieć pewność, że to moje?
-
Nie miałam nikogo przed tobą.
-
Ok, powiedzmy, że ci wierzę. No dobra, więc ile?
-
Co ile ?
-
No nie udawaj. Ile trzeba, żeby, no wiesz, usunąć problem?
-
Usunąć problem? Źle mnie chyba zrozumiałeś. Słuchaj, powiedziałam ci o tym,
żeby wiedzieć czy poczuwasz się do ojcostwa. Urodzę to dziecko czy tego chcesz,
czy nie. I nie zależy mi na twojej przeklętej forsie, możesz się nią wypchać.
Po prostu chciałam, żeby dziecko miało ojca, bo jego brak, to nic dobrego. Nic
tu po mnie, nie mam już z tobą o czym rozmawiać.
-
Ale Iwona, poczekaj…
-
Pogadamy jak dojrzejesz, cześć.
Kobieta
odeszła szybkim krokiem, zostawiając zdezorientowanego Adama w parku. Usiadł na najbliższej ławce i schował twarz w
dłoniach.
***
Do
Adama sprowadziła się Iwona. W końcu. I z lekko zaokrąglonym już brzuchem.
Miała jedną, małą walizkę, praktycznie cały jej dobytek. Zdziwiło to Adama, bo
pomieszkując z kilkoma kobietami, wiedział, że one parsknęłyby śmiechem, widząc
taką skromność.
Iwona
nie wyglądała jednak na zagubioną sierotę, o nie. Co prawda wyglądała
subtelnie, fioletowo – czarne ubrania, brak makijażu czy duże okulary i włosy
spięte w koczek. Nosiła za to dumnie uniesiony podbródek, a na jej twarzy
malował się uśmiech pewnej siebie i silnej kobiety. Widok Iwony znacznie
onieśmielał Adama, choć on sam za bardzo nie wiedział dlaczego. Prawdopodobnie
przyczyną tego zawstydzenia był fakt, że kobieta w niczym nie przypominała jego
wcześniejszych partnerek. Co więcej, ta jej niezależność, silny charakter i
postawa względem Adama „nie rób mi łaski, głęboko gdzieś mam twoją pozycję i
forsę” każdego chyba mężczyznę zbiłyby z tropu.
-
Słuchaj Iwona, tu będzie twój pokój – rzekł Adam, wskazując kobiecie jej nowe
lokum.
-
Wow! Nie musiałeś się aż tak starać. Ten pokój jest wielkości dwóch mieszkań w
bloku, gdzie mieszkałam.
-
Och, przestań. Czuj się swobodnie i nie krępuj się. Lodówka pełna, tu są
ręczniki, a tam śpi kot. Mieszkanie jest duże, więc nie będziemy wchodzić sobie
w drogę.
-
Ok, super.
-
Ale jeśli chcesz… Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, to…
-
Wiem, ale dzięki, nie trzeba.
Zanim
Adam otworzył usta, by coś powiedzieć, ktoś zadzwonił do drzwi. W progu stała
Ewelina, kobieta, z którą spotykał się od czasu do czasu, głównie po to, żeby
się z nią przespać. Tak naprawdę niewiele
o sobie wiedzieli, ale żadne nie chciało tej wiedzy pogłębiać.
-
Hej Adam! Dawno się nie widzieliśmy. Może czas odnowić znajomość? Przyniosłam
wino, pierwszej klasy. Czeka nas miły wieczór.
-
Oj nie wiem, Ewelino. Nie jestem sam, jest u mnie…
-
O proszę, dobra. Wiesz co, mam cię gdzieś. Żegnaj!
I
tym akcentem piękna i wyniosła Ewelina odeszła na zawsze z życia Adama. Jako że
była jedną z wielu atrakcyjnych kobiet w jego otoczeniu, mężczyzna wzruszył
tylko ramionami. Nie mógł jednak spojrzeć w oczy Iwonie. Nie chciał, żeby
myślała, że wciąż jest tym samym, niedojrzałym bawidamkiem.
***
Adam
znowu stracił Iwonę, kobieta wzięła bagaż i wybiegła bez słowa z apartamentu.
Mężczyzna sam nie wiedział, co o tym wszystkim sądzić. Myślał, że takie
„wybryki” zawsze będą uchodzić mu na sucho, a on „wieczny chłopiec” będzie
nadal szukał przygód. Adam nie chciał wpaść w „dołek”, więc postanowił
podzielić się z kimś swoimi problemami. Obok niego było zawsze pełno ludzi, ale
komu można zaufać? Szybko jednak znalazł odpowiedź na to pytanie. Wybrał
brata. Piotr odebrał telefon już po drugim sygnale.
-
No cześć stary. Jak tam żyjesz? Nadal zmieniasz samochody jak rękawiczki, a
kobiety jak skarpetki?
-
Oj Piotrek… Ja tu do ciebie dzwonię, żeby się wygadać i poprosić o radę, a ty
mi…
-
Ok, ok, przestaję już i zamieniam się w słuch.
-
Jest tak: jakiś czas temu, podczas imprezy firmowej spotkałem jedna laskę,
Iwonę. Próbowałem zbyt wielu drinków i chyba za bardzo się rozluźniłem.
Zacząłem ją podrywać, a ona ze mną tańczyła. Wydawała się twarda i niedostępna, i to mi w niej się spodobało.
Kręciłem się koło niej i komplementowałem, aż mi uległa. Dalej, domyślasz się
jak było. Rano, gdy się obudziłem, żadnego po niej śladu. I widzisz, byłem
pewien, że już nigdy jej nie zobaczę, że było, minęło, skończyło się. A teraz
dowiaduję się, że zaszła ze mną w ciążę. I co? Ja mam być ojcem? Przecież
nigdy nie chciałem ! Najgorsze, że ona nie chce tego usunąć.
-
Usunąć? Przecież to nowy człowiek, który czuje. A ty jesteś po prostu
nieodpowiedzialny, naważyłeś piwa, to teraz je wypij. Żeby wyjść z twarzą i
zachować się jak facet, powinieneś poczuć się do ojcostwa i zaopiekować się nią
i dzieckiem.
-
Wiesz co, prawdę mówiąc, to spodziewałem się innej reakcji, że mnie wesprzesz i
pogadamy jak faceci.
-
Jak faceci? Sorry, Adam, ale nie stanę po twojej stronie. Zachowałeś się
niedojrzale. I ja wcale nie będę cię bronił. Skończ z tym wizerunkiem
chłoptasia, masz 35 lat! Wiem, że w oczach matki będziesz zawsze kochanym
synalkiem, ale ja się nie dam nabrać na twoje minki. Zadzwoń, jak się ogarniesz
i uporządkujesz swoje sprawy. Cześć!
******
Było
dobrze po dwunastej, kiedy Alicja uporała się ze wszystkimi obowiązkami :
posprzątała mieszkanie, wyprasowała ubrania, odrobiła z dziećmi lekcje i
położyła je spać.
Miała
wreszcie chwilkę dla siebie i wykorzystała ją, mimowolnie, na rozmyślania. Czasami
trudno było jej zostawić sprawy zawodowe za drzwiami, tak jak teraz.
Zastanawiała się już nie nad tym, jak może czuć się Magda, ale jak rodzina jej
i jej oprawcy. Czy mogli zapobiec nieszczęściu? Czy rodzice przestępcy mogli
go inaczej wychować? Czy o Magdę wystarczająco dbano?
Tym
sposobem, idąc dalej, Alicja „przeskoczyła” myślami na swoją rodzinę, jej dom
lat dzieciństwa. Oczami wyobraźni widziała siebie samą, w wieku 12 lat podczas
górskiej wędrówki z rodzicami i siostrą. Nie było to wspomnienie realistyczne,
gdyż jej matka za nic w świecie nie poszłaby z córkami i mężem na pieszą
wycieczkę. Nie, nie dlatego, że kontakt z przyrodą napawał ją obrzydzeniem,
lecz nie chciała pokazywać się gdziekolwiek z rodziną. Tę niechęć tłumaczyła
tym, że niestety, nie udała jej się i to wstyd pokazywać się gdzieś z takim
kocmołuchem (Alicją) i mężem – ciamajdą.
Nasza
policjantka, jako dziecko, była niesforna i nieusłuchana. W szczególności
reagowała tak na rozkazy matki, w stosunku do której żywiła silne emocje,
szkoda, że najczęściej negatywne. Pierwsza myśl na hasło „mama” wywołała u
Alicji wspomnienie siódmych urodzin, które naprawdę dobrze zapadły jej w
pamięć.
Tego
dnia, mała Ala tryskała szczęściem, tata bowiem poświęcił wiele serca i czasu,
żeby przygotować dla niej przyjęcie urodzinowe. Ich wielki dom został
udekorowany, okazały tort i inne frykasy znalazły się na stole, całość
wyglądała imponująco. Jako goście – przybyło 12 dziewcząt. Alicja, cała w
euforii, długo czekała na ten moment, kiedy pojawi się w drzwiach salonu, jako
gwiazda wieczoru. Trapiła ją tylko jedna rzecz – gdzie jest mama? Czy
zapomniała o urodzinach córki? Tata szybko wyjaśnił jej, że kobieta ciężko
teraz pracuje, ale kocha dziewczynkę i szykuje dla niej wyjątkowy prezent.
Nie
tylko Alicja obawiała się i trzymała dystans do matki. Chyba nikt z całej
rodziny wolał nie wchodzić jej w drogę. Aldona, która była prokuratorem,
wszystko i wszystkich trzymała twardą ręką. Niejeden oskarżony trząsł spodniami
w strachu, nawet przed jej zabójczym spojrzeniem. Kobieta uchodziła za bezwzględną,
nie miała litości, trafnie formułowała zarzuty, zresztą nie tylko na sali
sądowej. Zawsze walczyła do końca i stawiała na swoim.
W
ten lipcowy wieczór Alicja z przyjaciółkami bawiła się naprawdę świetnie. Dziewczęta
wymyślały co trochę nowe zabawy, śpiewały, krzyczały i wesoło ganiały się po
ogrodzie, robiąc przy tym bałagan i sporo hałasu. Na to wszystko, z
pobłażaniem, patrzył ojciec rodziny. Ów mężczyzna dziękował Bogu za te chwile,
kiedy jego córka mogła być taka, jaka chciała, czyli wesoła i spontaniczna. Nie
spodziewał się jednak, że to wszystko będzie trwało tak krótko. Aldona nie
wiadomo skąd pojawiła się w drzwiach. Andrzej pochmurniał z powodu tego widoku,
wiedział, że wczesny, jak na nią, powrót nie wróży nic dobrego. Kobieta nie
wiedziała również o przyjęciu urodzinowym córki.
Kiedy
przekroczyła próg willi, jej oczom ukazał się tabun rozkrzyczanych dziewczynek,
które z mebli zrobiły sobie tor przeszkód. Ten obraz obudził w Aldonie pokłady
złości. Złapała przerażoną córkę za włosy, odrzuciła ją na bok i wycedziła
tonem pełnym jadu: „Co to za burdel, natychmiast wyproś koleżanki, nie chcę ich
tutaj widzieć. A ty masz siedzieć w swoim pokoju do odwołania !” Dziewczynka,
drżąc ze strachu i ze łzami w oczach, zwróciła się ku przyjaciółkom, a one
migiem opuściły dom.
Następnie
Aldona podeszła do męża, który przyglądał się całemu zajściu z otwartymi
ustami, jakby pierwszy raz widział wściekłość żony. Kobieta wykrzyczała w jego
stronę kilka niecenzuralnych zwrotów, a na koniec zamachnęła się i uderzyła
Andrzeja w twarz. Upokorzony mężczyzna, ze łzami w oczach, poszedł do siebie.
Bardzo bolało go to, że całe zajście widziała Alicja, której zawsze starał się
oszczędzać takich scen. Tłumaczył córce, że mama ją kocha, tylko ma problemy i
stresującą pracę, przez co jest „trochę” nerwowa.
Roksana,
starsza siostra dziewczynki, zupełnie innymi oczami widziała zachowanie matki,
co więcej, jako jej pupilka, podziwiała hardość i pozycję zawodową kobiety.
Aldona wystarczająco postarała się, żeby wzbudzić w córce pogardę względem
ojca. Andrzej, który po ciężkim wypadku, był na rencie, przestał stanowić dla
żony i Roksany jakąkolwiek wartość. Jedynie Alicja ponad wszystko go kochała i
widziała w nim swojego bohatera, który bronił ją przed rozkazami matki.
Teraz,
kiedy policjantka miała już 36 lat,
nadal czuła się jak zagubiona dziewczynka, która pod ciągłą presją i rozkazami,
wciąż była smutna. Obecnie, zamiast władczej ręki matki, swoją wygórowaną
pozycję nad Alicją podkreślał mąż. Kobieta w pracy była silną i obowiązkową
panią sierżant, która angażowała się w poważne zadania, natomiast w domu,
pozostawała w cieniu aroganckiego i apodyktycznego mężczyzny. Ponadto
policjantka nie potrafiła postawić się mężowi, który coraz częściej zaglądał do
kieliszka, wydając na alkohol spore sumy pieniędzy.
W
Alicji zbierał się gniew, nie chciała być już tą wystraszoną dziewczynką, która
tłumi w sobie emocje w strachu przed silniejszą osobą. O nie, w końcu powie
temu: „dosyć”. I to nie w przyszłości, ale teraz. Chce zawalczyć o siebie i
dzieci, bo uważa, że warto. Niech Aldona, spoczywająca na cmentarzu, patrzy na
nią z góry z niemałym zdziwieniem…
******
A
Iwona jakby zapadła się pod ziemię. Adam nie znalazł jej pod wcześniejszym
adresem. Dzwonił do niej non stop, lecz bez odbioru. Postanowił więc, że
poprosi o pomoc prywatnego detektywa. Specjalista szybko wpadł na trop kobiety.
Okazało się, że Iwona wydała wszystkie swoje oszczędności na bilet do
Australii, dokąd poleciała. Tam ciotka zostawiła jej w spadku przestronny dom,
na wschodnim wybrzeżu, na przedmieściach Sydney.
Młoda
kobieta wreszcie miała szansę rozpocząć życie na nowo. Pomysłów jej nie brakowało,
malowała obrazy, pisała wiersze, a przede wszystkim posiadała przepiękny głos i
grała na skrzypcach. Marzyło jej się założenie zespołu muzycznego, z którym
mogłaby koncertować. Pragnęła również wychowywać swoje dziecko w atmosferze
miłości, a nie adamowego blichtru.
***
Czy
życie stawia przed Alicją i Adamem przeszkody nie do pokonania? Czy los, który
jest przewrotny, lubi płatać figle i kopać dołki, wreszcie uśmiechnie się do
naszych bohaterów?
Ale
o tym cicho sza…, następnym razem Wam opowiem J

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz