"W każdym z nas jest potwór i w każdym z nas jest święty. Pytanie tylko, któremu damy pierwszeństwo, który pokona drugiego. "
Jodi Picoult
Wiele osób szafuje stwierdzeniami typu: "ale to zły człowiek", jednak czy nie będąc "w jego skórze", możemy być pewni tego w 100 %? Nie znając motywów jego zachowania czy samych uczuć? Oczywiście - za takie gadanie nikt nam głowy nie urwie, ale czy warto tak postępować? Osobiście twierdzę, że nie ma ludzi do szpiku złych, takich, o których możemy jednoznacznie i bez żadnych wątpliwości powiedzieć "potwór". Czasami to słowo samo nasuwa się na myśl, kiedy słyszymy w radiu o jakimś okropnym morderstwie, ale nigdy nie możemy być do końca pewni, jak to właściwie było i czy ten człowiek nie postępuje w ten sposób z powodu poważnej choroby psychicznej.
Patrząc na tę kwestię z innej strony, samo słowo "człowiek" ma w sobie coś grzesznego- cZŁOwiek - widzicie to , prawda? Osoby wierzące na pewno się z tym zgodzą, mówiąc, że w naszą naturę jest wpisanie popełnianie błędów/grzechów. Z tym, że bóg nas kocha i wybacza nam, oczywiście jeśli naprawdę żałujemy swoich występków. Wiadomo, nikt z nas, ludzi nie jest i nie będzie doskonały. Trzeba się z tym pogodzić i już.
Abstrahując od tego punktu widzenia, każdy z nas ma wolną wolę i może decydować sam o swoim losie. Jeśli chcesz być wiecznie naburmuszony i narzekać na wszystko, będąc jednocześnie spełnionym zawodowo biznesmenem? Wolisz się uśmiechać? Chcesz popaść w jakiś nałóg? Proszę bardzo! Nikt ci tego nie zabroni, o ile nie złamiesz prawa.
Myślę, że to, jakie mamy wnętrze zależy od tego, czym się karmimy. Kiedy podsycasz w sobie uczucia typu: nienawiść, złość, rozczarowanie i nie wybaczasz (i sobie, i innym), zajmujesz się tylko swoimi sprawami i masz roszczeniowy stosunek do życia, to jest prawdopodobieństwo, że jesteś wręcz zatruty wszystkim, co negatywne. Można się spokojnie pokusić o stwierdzenie, że po prostu cierpisz i zastanawiasz się dlaczego. Mało tego, wtedy twój stosunek do ludzi wygląda , w najlepszym wypadku lekceważąco. W tej sytuacji po prostu pielęgnujesz i żywisz potworka w sobie.
A o co chodzi z tym byciem świętym? Czy trzeba zaraz poświęcić się innym niczym Matka Teresa? Czy zginąć w imię wielkich idei? Odpowiedź jest prosta - "nie". Ja często używam powiedzenia, że "nie przeskoczę siebie", a tzn, że jeśli nie mam zdolności matematycznych, to nie wygram olimpiady i jeśli jestem niewidoma, to nie będę prowadzić samochodu. Ale nie o to chodzi. W życiu codziennym możemy jednak zrobić wiele, żeby wyhodować w sobie istotę dążącą do świętości ( nie mam tu na uwadze świętości w rozumieniu kościoła katolickiego!). Naprawdę MOŻEMY WIELE . Od czego zacząć? Co zrobić, żeby potwór przegrał? Cóż, sadzę, że możemy zacząć od szczerego uśmiechu w lustrze. Tak! Uśmiechnij się do siebie, polub siebie i uwierz w swoje możliwości. Bądź w zgodzie ze swoimi przekonaniami, nie zapominając oczywiście o dobru drugiego człowieka. Otwórz oczy! Rozejrzyj się wokół siebie! Czy wszystko jest beznadziejne i pozbawione barw? Ok, jest wiele zła i cierpienia na tym świecie, na które niestety nie będziesz mieć wpływu, ale są sprawy będące w twoim zasięgu. Zastanów się tylko JAKIE?
Na zakończenie odwołam się do powszechnego powiedzonka "jesteś tym, co jesz". Jeśli karmisz się nienawiścią, sam będziesz wyglądać tak jak ona. Kiedy jesz zdrowe produkty tj. przebaczenie i spokój, to tak też będziesz wyglądać. Cytat niezawodnej Jodi Picoult jak zwykle zmusił mnie do myślenia, dlatego też gładko poszło mi napisanie tego posta. Mam nadzieję, że zbytnio nie zanudziłam, a już wniebowzięta będę, jeśli kogoś zaciekawiłam.
Będę wdzięczna za każdą opinię, również wysłaną na adres angie892@wp.pl.
Papatki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz