Rok
temu udało mi się kupić dwa bilety na koncert Eda Sheerana w Polsce na
Narodowym. Dwanaście miesięcy oczekiwania to całkiem sporo, wiele działo się po
drodze. Przed wyjazdem na koncert zastanawiałam się, czy występ popularnego
brytyjskiego wokalisty to na pewno to, co chcę zobaczyć za ładną sumkę. Słowo
się rzekło, przelew puszczony, więc jedziemy.
Warszawa
przywitała mnie słońcem (znowu!), brat odebrał z dworca, a Stadion Narodowy
zrobił wrażenie już samą wielkością.
Przed
koncertem "właściwym" na scenie zaprezentowały się trzy supporty. Nie
chcę się nad nimi rozwodzić, nie przytoczę nawet nazw, bo poziomem nie
dorastają Sheeranowi do pięt. Popatrzyłam, posłuchałam i na ciąg dalszy w ich
wykonaniu po prostu nie miałabym ochoty.
Na
występ gwiazdy wieczoru warto było czekać i rok. Energia, charyzma, osobowość i
niesamowity talent w osobie Eda Sheerana zamknęły usta wszystkim wątpiącym. To
niesamowite, że na scenie pojawia się jeden rudy facet z gitarą, a tysiące
ludzi witają go entuzjastycznie i szaleją do samego końca. Dużo gitary,
przeboje, które w wydaniu live brzmią jeszcze ciekawiej, ciepły głos, udane
żarty i niesamowity kontakt z fanami dają niepowtarzalny klimat i czynią
wydarzenie niezapomnianym. Moje opisy w żaden sposób nie oddadzą emocji
towarzyszących przez cały koncert, tego jak wstawaliśmy z miejsc, klaskaliśmy i
śpiewaliśmy niektóre piosenki. "Thinking out loud",
"Perfect", "Give me love" i wiele innych tego wieczoru
brzmiały niesamowicie. Publiczność stanowiły osoby w różnym wieku obu płci i
wszyscy świetnie się bawili.
Czas
płynął niesamowicie szybko, ludzie się rozkręcili, a brawurowy bis rozłożył na
łopatki. Miło widzieć (i słyszeć), jak talent, muzyka na żywo i osobowość
bronią się same. Nie potrzeba tłumu muzyków, tancerzy, skandali, wulgarnych
tekstów i teledysków przesyconych seksem. Jeśli ktoś tworzy, oddaje siebie
muzyce, dodaje do niej nietuzinkowy styl bycia, to sukces ma jak w banku, a
grono wielbicieli tylko to potwierdzi.
Poniżej
nieco grafiki :)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz