Dzisiaj przychodzę z testem, który został opublikowany w pierwszym numerze
SILNE. Aperiodyk społeczny. Poruszam w nim tematykę ciałopozytywności i
obiecuję, że tego typu treści będę publikować częściej. Dlaczego warto
zaprzyjaźnić się z #bodypositivity? O tym poniżej!
Cielesne zamieszanie, czyli o co chodzi w Ciałopozytywności
Ruch Ciałopozytywność gości w Polsce od niedawna, chociaż jego początki datuje się umownie na lata 90. XX wieku. Wtedy to dwie Amerykanki zapoczątkowały przełomową inicjatywę, która obnażyła krzywdzące mechanizmy stojące za kreowanym ideałem piękna. Connie Sobczak do działania popchnęły osobiste, trudne doświadczenia związane z zaburzeniami odżywiania i śmiercią siostry. Wraz z Elizabeth Scott, psychoterapeutką, postanowiła założyć organizację pozarządową, której celem będzie promocja bezwarunkowej akceptacji dla ciała bez względu na to, czy spełnia ono kryteria przyjętego kanonu, czy też nie. W centrum zainteresowania postawiły zdrowie i dobrostan człowieka oparte na szacunku oraz miłości do samego siebie. Cielesność rozumiały jako integralną część jednostki, której wcale nie trzeba zmieniać, by czuć się szczęśliwym.
W działalność kobiet włączyło się coraz więcej osób, które podzielały
założenia ruchu. Poza tym zaczęto przypatrywać się dokładnie, ile poświęceń
wymaga osiągnięcie sylwetki rodem z okładki magazynu.
Organizacja rozwija się prężnie cały czas, a na świecie przybywa
entuzjastów Ciałopozytywności.
Aktywiści i aktywistki śmiało łączą niezadowolenie z wyglądu z brakiem akceptacji siebie, a nawet z zaburzeniami odżywiania, depresją, samookaleczeniami, uzależnieniami i przemocą. Uznają, że lansowany obraz seksownego ciała, który dla milionów ludzi stał się wartością samą w sobie, często stoi w opozycji do naturalności i poczucia spełnienia jednostki.
Popkultura i pieniądz w natarciu
To sprawia, że nie sposób rozpatrywać wzorców
idealnego ciała w oderwaniu od biznesu. Pojawienie się kolejnego must
have to koło napędowe dla firm, które świadczą usługi z zakresu
beauty. Ludzkie kompleksy i czasem desperackie próby „naprawienia siebie”
popychają do zakupów. Niestety ta branża żeruje na konsumentach, którzy zapłacą
każdą sumę, by choć przez chwilę cieszyć się wyglądem pasującym do kanonu.
Specjaliści od marketingu starannie opracowują strategie, dzięki którym
klient zaczyna wierzyć, że właśnie ten specyfik odmieni jego życie i nada mu
nowej jakości.
Pamiętajmy też, że ludzie zakochują się w emocjach, wyobrażeniach i wizji lepszego JA. Odczuwamy błogą przyjemność i czujemy się lepiej po wydaniu pieniędzy, czyli jeszcze zanim dostaniemy dany produkt czy usługę. Oczywiście nie należy upatrywać wroga w zabiegach upiększających, modnych ubraniach i kosmetykach, które podkreślają nasze atuty. Troska o wygląd zewnętrzny sama w sobie nie jest przyczyną destrukcji, a Ciałopozytywność nie neguje zamiłowania do ładnych rzeczy. Ruch Body positivity nie godzi się natomiast na ślepą i bezkrytyczną pogoń za niedoścignionym ideałem, która w dalszej perspektywie bywa toksyczna dla nas samych. Co istotne wzorzec też ewaluował na przestrzeni lat, podobnie jak moda. Coś, co kiedyś uchodziło za piękne i słuszne, dzisiaj uznaje się za niemal brzydkie i niewłaściwe, by pokazywać.
Podwójne standardy
Dlaczego żołnierz nie wstydzi się blizn, a kobieta po porodzie już tak?
Czyż oboje nie zmierzyli się z heroicznym wyzwaniem? Tutaj nie sposób nie
wspomnieć o podwójnych standardach, które nadal „dobrze” się mają. Walka z nimi
to wielotorowy proces, a skuteczną bronią okazuje się zwiększanie świadomości i
eliminowanie stereotypowego myślenia. Nie obudzimy się w sprawiedliwym i dobrym
świecie, jeśli jedne blizny będą OK, a inne nie. Akceptacja
powinna być bezwarunkowa, gdyż wtedy jest prawdziwa i głęboka, a do
tego nic nie może jej zagrozić.
Jeśli porusza się tematykę rozwoju osobistego oraz szacunku dla siebie i
swojego ciała, a jednocześnie kieruje się wyłącznie do osób, które wpasowują
się w kanon, to znowu mamy zgrzyt. Nie będziemy lubić siebie ze
wszelkimi wadami, jeśli łączymy to ze sprostaniem społecznym oczekiwaniom,
które ewidentnie kłócą się z tym, co czujemy wewnątrz.

Bądź dla siebie dobra/y!
Zanegowanie i odrzucenie wzorca prezentowanego w popkulturze, mediach i
reklamie okazało się rewolucyjne i natychmiast spotkało się z krytyką. Ruch
Body positivity do dziś oskarża się o promowanie otyłości i pochwałę dla
zaniedbań czy lenistwa. Te zarzuty są oczywiście bezpodstawne. Nikt nie
nakłania do tego, by lekceważyć problemy ze zdrowiem i zaniechać troski o
wygląd zewnętrzny. Ciałopozytywność sięga głębiej i dotyka też innych sfer.
Idea ruchu akcentuje to, że postrzeganie ciał dotkniętych chorobą i po
operacjach, a także z cellulitem czy wypryskami jako gorsze i pełne defektów,
nie prowadzi do akceptacji siebie jako niepowtarzalnej jednostki, która
zasługuje na wszystko, co dobre. Człowiek funkcjonuje najbardziej optymalnie,
kiedy lubi siebie i szanuje swoje ciało bez względu na to, czy jest ono
symetryczne i proporcjonalne. Życie według założeń Ciałopozytywności polega
właśnie na traktowaniu swojej cielesności z miłością. Nikt nie rodzi się
idealny, a wszelka różnorodność to skarb. Im wcześniej to docenimy, tym lepiej.
Wszystkie ciała są dobre i warte szacunku, pamiętajmy!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz