niedziela, 23 sierpnia 2020

Powracam do pisania!

    Dzisiaj przychodzę z testem, który został opublikowany w pierwszym numerze SILNE. Aperiodyk społeczny. Poruszam w nim tematykę ciałopozytywności i obiecuję, że tego typu treści będę publikować częściej. Dlaczego warto zaprzyjaźnić się z #bodypositivity? O tym poniżej!

 



Cielesne zamieszanie, czyli o co chodzi w Ciałopozytywności

    Ruch Ciałopozytywność gości w Polsce od niedawna, chociaż jego początki datuje się umownie na lata 90. XX wieku. Wtedy to dwie Amerykanki zapoczątkowały przełomową inicjatywę, która obnażyła krzywdzące mechanizmy stojące za kreowanym ideałem piękna. Connie Sobczak do działania popchnęły osobiste, trudne doświadczenia związane z zaburzeniami odżywiania i śmiercią siostry. Wraz z Elizabeth Scott, psychoterapeutką, postanowiła założyć organizację pozarządową, której celem będzie promocja bezwarunkowej akceptacji dla ciała bez względu na to, czy spełnia ono kryteria przyjętego kanonu, czy też nie. W centrum zainteresowania postawiły zdrowie i dobrostan człowieka oparte na szacunku oraz miłości do samego siebie. Cielesność rozumiały jako integralną część jednostki, której wcale nie trzeba zmieniać, by czuć się szczęśliwym.

W działalność kobiet włączyło się coraz więcej osób, które podzielały założenia ruchu. Poza tym zaczęto przypatrywać się dokładnie, ile poświęceń wymaga osiągnięcie sylwetki rodem z okładki magazynu.

Organizacja rozwija się prężnie cały czas, a na świecie przybywa entuzjastów Ciałopozytywności.

Aktywiści i aktywistki śmiało łączą niezadowolenie z wyglądu z brakiem akceptacji siebie, a nawet z zaburzeniami odżywiania, depresją, samookaleczeniami, uzależnieniami i przemocą. Uznają, że lansowany obraz seksownego ciała, który dla milionów ludzi stał się wartością samą w sobie, często stoi w opozycji do naturalności i poczucia spełnienia jednostki. 


Popkultura i pieniądz w natarciu


    Popkultura oraz świat marketingu i reklamy od lat skutecznie dążą do tego, by ludzie uznali naturalność za coś do obowiązkowej korekty. Odkryte ciała i piękne, gładkie kształty w telewizji lub przestrzeni publicznej robią więcej szkody niż nam się wydaje. Kreują bowiem coś nierzeczywistego, co ludzie chcą uczynić rzeczywistym.
Przemysł kosmetyczny się cieszy, ponieważ konsumenci wydadzą ostatni grosz na dziwaczne zabiegi, by choć o milimetr zbliżyć się do ideału. Pieniądze płyną rzeką, a tysiące młodziutkich dziewcząt głodzą się i krzywdzą dla chorych wzorców. Ludzie często bezkrytycznie podążają za tym, co znajduje się w mainstreamie. W imię tego są gotowi poświęcić mnóstwo czasu i środków finansowych.

To sprawia, że nie sposób rozpatrywać wzorców idealnego ciała w oderwaniu od biznesu. Pojawienie się kolejnego must have to koło napędowe dla firm, które świadczą usługi z zakresu beauty. Ludzkie kompleksy i czasem desperackie próby „naprawienia siebie” popychają do zakupów. Niestety ta branża żeruje na konsumentach, którzy zapłacą każdą sumę, by choć przez chwilę cieszyć się wyglądem pasującym do kanonu.

Specjaliści od marketingu starannie opracowują strategie, dzięki którym klient zaczyna wierzyć, że właśnie ten specyfik odmieni jego życie i nada mu nowej jakości.

    Pamiętajmy też, że ludzie zakochują się w emocjach, wyobrażeniach i wizji lepszego JA. Odczuwamy błogą przyjemność i czujemy się lepiej po wydaniu pieniędzy, czyli jeszcze zanim dostaniemy dany produkt czy usługę. Oczywiście nie należy upatrywać wroga w zabiegach upiększających, modnych ubraniach i kosmetykach, które podkreślają nasze atuty. Troska o wygląd zewnętrzny sama w sobie nie jest przyczyną destrukcji, a Ciałopozytywność nie neguje zamiłowania do ładnych rzeczy. Ruch Body positivity nie godzi się natomiast na ślepą i bezkrytyczną pogoń za niedoścignionym ideałem, która w dalszej perspektywie bywa toksyczna dla nas samych. Co istotne wzorzec też ewaluował na przestrzeni lat, podobnie jak moda. Coś, co kiedyś uchodziło za piękne i słuszne, dzisiaj uznaje się za niemal brzydkie i niewłaściwe, by pokazywać.

 

Podwójne standardy

    Dlaczego żołnierz nie wstydzi się blizn, a kobieta po porodzie już tak? Czyż oboje nie zmierzyli się z heroicznym wyzwaniem? Tutaj nie sposób nie wspomnieć o podwójnych standardach, które nadal „dobrze” się mają. Walka z nimi to wielotorowy proces, a skuteczną bronią okazuje się zwiększanie świadomości i eliminowanie stereotypowego myślenia. Nie obudzimy się w sprawiedliwym i dobrym świecie, jeśli jedne blizny będą OK, a inne nie. Akceptacja powinna  być bezwarunkowa, gdyż wtedy jest prawdziwa i głęboka, a do tego nic nie może jej zagrozić.

Jeśli porusza się tematykę rozwoju osobistego oraz szacunku dla siebie i swojego ciała, a jednocześnie kieruje się wyłącznie do osób, które wpasowują się w kanon, to znowu mamy zgrzyt. Nie będziemy lubić siebie ze wszelkimi wadami, jeśli łączymy to ze sprostaniem społecznym oczekiwaniom, które ewidentnie kłócą się z tym, co czujemy wewnątrz.



Bądź dla siebie dobra/y!

    Zanegowanie i odrzucenie wzorca prezentowanego w popkulturze, mediach i reklamie okazało się rewolucyjne i natychmiast spotkało się z krytyką. Ruch Body positivity do dziś oskarża się o promowanie otyłości i pochwałę dla zaniedbań czy lenistwa. Te zarzuty są oczywiście bezpodstawne. Nikt nie nakłania do tego, by lekceważyć problemy ze zdrowiem i zaniechać troski o wygląd zewnętrzny. Ciałopozytywność sięga głębiej i dotyka też innych sfer. Idea ruchu akcentuje to, że postrzeganie ciał dotkniętych chorobą i po operacjach, a także z cellulitem czy wypryskami jako gorsze i pełne defektów, nie prowadzi do akceptacji siebie jako niepowtarzalnej jednostki, która zasługuje na wszystko, co dobre. Człowiek funkcjonuje najbardziej optymalnie, kiedy lubi siebie i szanuje swoje ciało bez względu na to, czy jest ono symetryczne i proporcjonalne. Życie według założeń Ciałopozytywności polega właśnie na traktowaniu swojej cielesności z miłością. Nikt nie rodzi się idealny, a wszelka różnorodność to skarb. Im wcześniej to docenimy, tym lepiej. Wszystkie ciała są dobre i warte szacunku, pamiętajmy!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz