środa, 30 grudnia 2020

Tekst z 3. numeru Silnych - Pozwólcie mi nie być laską z magazynu!

Poniższy tekst ukazał się w trzecim numerze czasopisma SILNE. Aperiodyk społeczny: https://issuu.com/silne.aperiodyk?fbclid=IwAR2SfMKuUHIpwtKa3O7UGXajpXcUz6S9zxBbyVrX_HvvqFzMECEjTWIM7Pc


Pozwólcie mi nie być laską z magazynu!

… bo ja nie chcę taka być, serio :)



    Kanon ugrzązł w mass mediach na dobre: masz być sexy albo nie pojawiaj się w ogóle. Świat nie chce twojej naturalności, on chce wydobyć z ciebie piękno! Pozwól sobie na luksus, na modę i szał! Ile razy to słyszałaś? Ile razy uświadamiałaś sobie, że coś tu zgrzyta, a w szpilkach nie wytrzymałabyś tylu godzin z uśmiechem na ustach? A przede wszystkim: ile razy poczułaś dysonans między tym, jak wyglądasz, a jak próbują ci wmówić, że powinnaś?

Bardzo daleko mi do coachingowych mówców, raczej wpasowuję się w nurt chronicznie szczerych, więc nie obiecuję, że nie będzie bolało.

Podziękuję za metamorfozy

    Nie rozumiem programów, dzięki którym uczestnicy przechodzą metamorfozę wyglądu i odnajdują pewność siebie. W takie przedsięwzięcie zaangażowane jest grono fachowców od fryzury, makijażu i ubioru, a oni wszyscy mówią sprawnie niczym doświadczeni coachowie. Do tego czujne oko kamery rejestruje etapy i emocje Cudownej Przemiany. I nie można się nie zachwycać, przecież to jest wpisane w program! Nagle „szara myszka” przeistacza się w wystrojoną kobietę, która dumnie kroczy w niewygodnych szpilkach. Cel osiągnięty, ochy i achy, dziewczyna kipi szczęściem i pewnością siebie! Czego ja się znowu czepiam?

    Z uporem maniaczki będę powtarzać, że poczucia własnej wartości nie buduje się czerwonymi paznokciami, szpilkami i ciuchami z wybiegu. Oczywiście, możemy to smutne i zakompleksione wnętrze spryskać Diorem za kilka stów, zaniżoną samoocenę odziać w ekstrawagancką sukienkę, zaszpachlować fluidem ślady płaczu i przypudrować różem uczucie zażenowania. Efekt zrobi wrażenie i osoba pewnie też poczuje się lepiej. Gratyfikacja tu i teraz. Brzmi super, ale czy serio jest się z czego cieszyć?


A jak Akceptacja

    Akceptacja siebie to proces i wysiłek nad wewnętrznymi blokadami oraz nieprzepracowaną, bolesną przeszłością. To prawdziwa konfrontacja z JA, istotą ludzką, uczuciami i potrzebami.

    Nie posiadam telewizora i dzięki temu łatwiej mi uniknąć tego typu zakłamanych programów. Inspiracją dla tego fragmentu było wydarzenie w łódzkiej Manufakturze jakiś czas temu. Nie pamiętam tego ze szczegółami, ale doskonale przypominam sobie moje zdziwienie efektem końcowym. Na finiszu dziewczyny w nowej odsłonie przeszły się po wstawionym wybiegu, taka Nowa Ja. Wizażystki, fryzjerki i styliści uwinęli się błyskawiczni i dokonali wyraźnej zmiany. Widząc młode dziewczęta po metamorfozie, zaczęłam zastanawiać się, czy naprawdę wyjdą tak na dwór? Temperatura na zewnątrz oscylowała nieco poniżej zera. Tak, cholerny ziąb i ktoś ma zamiar ślizgać się na obcasach w krótkiej spódniczce i przykrótkiej kurtce? Bez czapki, szalika i rękawiczek? Czy urodę powinno się przypłacać infekcją? Czepiasz się, są piękne, to się liczy!

    Takich wydarzeń i programów znajdziemy dzisiaj więcej. Jak ktoś chce w to iść, ja nie bronię. Może innym jest cieplej niż mnie i nie cierpią, jeśli zmarzną. Pragnę tylko zasygnalizować, że te kila godzin (dni) Cudownej Przemiany nie zmieni tego, co w środku. Jeśli jakaś osoba nie lubi siebie i co trochę znajduje w sobie defekty, to podobne czary-mary nie dotrze do źródła problemu i nie poprawi jakości życia. Owszem dziewczyna może kilka razy spojrzy w lustro z nieco większym zadowoleniem i otrzyma parę komplementów, ale smutna i obolała dusza pozostanie.



Moje piękno – moja decyzja

    To ja decyduję, czy jestem piękna. Brzmi narcystycznie i przewrotnie? Ok! Czasami jeszcze słyszy się gdzieś, że osoba pewna siebie i zadowolona z tego, kim jest, nie potrzebuje wspaniałej oprawy, żeby emanować energią i pięknem. A może to było na pożytek jakiejś reklamy?

    Jeśli ktoś czuje potrzebę korekty czegokolwiek i sprawiają mu frajdę zabiegi kosmetyczne, to ok. Branża beauty też jest dla ludzi i z pewnością napędza gospodarkę. Rozumiem osoby, które się malują, jak i te bez makijażu. Jeśli operacja plastyczna czy inny upiększający zabieg stanowi dla kogoś miłą przyjemność, a nie substytut szczęścia, to naprawdę wszystko gra. Możemy się różnić i czuć piękne i piękni na inne sposoby, a dopóki nie robimy czegoś wbrew sobie, to nie ma powodów do zmartwień.


Spocona, potargana, czerwona, ale nadal szczęśliwa

    W mediach społecznościowych z łatwością można znaleźć strony poświęcone zdrowemu trybowi życia i ćwiczeniom. Czerpanie wiedzy i inspiracji stało się wyjątkowo proste, dlaczego z tego nie skorzystać? Osobiście ograniczyłam obserwowanie takich fanpage do minimum, gdyż duża część z nich po prostu mnie drażni. Powodem jest nierealistyczny przekaz i przekłamania. Dlaczego znów się czepiam? Piszę o tym, ponieważ na filmikach zobaczyłam perfekcyjnie umalowane dziewczyny, ze staranną fryzurą, w idealnie dobranych ciuszkach, z tłem bez wiszącego prania, misek na karmę dla kota czy książek przykrytych kocem. Nawet ich pot i zmęczenie na twarzy sprawiają wrażenie subtelnych i eleganckich, no bo jak tu się spocić i potargać przed kamerą?

Powiedzcie mi, czy naprawdę na domowy trening człowiek odstawia się na bóstwo, nigdy nie ma prania/prasowania, brudnych naczyń gdzieś w otoczeniu? W tle na pewno żadnych odgłosów szczekającego psa, marudzącego dziecka czy zbyt głośnych sąsiadów?

Cóż, jeśli porcja ruchu wszystkich ćwiczących w domu naprawdę tak wygląda, a tylko moja nie, to z góry przepraszam za zamieszanie. Gdzieś tam wewnątrz czuję pewien zgrzyt. Kiedy ja ćwiczę, nie mam na sobie pastelowego zestawu, ułożonych włosów i pustego pokoju. Ubieram się wygodnie i robię trochę miejsca na matę czy hantle. Chcę się zmęczyć i spocić, a na koniec czuć zadowolenie i endorfiny. Amen!



Moje decyzje = moje szczęście

    Głęboko wierzę w to, że szczęśliwe wnętrze widać na zewnątrz i nie przeszkodzą temu żadne zabiegi. Można być smutnym z makijażem i bez. Dla mnie poczucie piękna to decyzja.

To postanowienie, że jestem szczęśliwa i atrakcyjna bez względu na to, czy kolor, krój i rozmiar odpowiadają obecnym trendom.

To mój wybór, by polubić siebie i zaakceptować wady, które mam.


Życie bez Instagrama

    Wiem, że świetni, niezależni twórcy i przebojowe aktywistki dokumentują swoją aktywność na Instagramie i stanowi to wartość. Nie przeczę, że można tam znaleźć również pomysły na handmade i przyjemne zdjęcia z wypadów za miasto. Natomiast mówię NIE kreatorom sztucznej rzeczywistości, dla których zasięgi i serduszka wydają się być przyczyną i skutkiem wszystkiego. Nie chcę brać w tym udziału, pozwólcie mi nie być raz jeszcze.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz