Poniższy tekst ukazał się w trzecim numerze czasopisma SILNE. Aperiodyk społeczny: https://issuu.com/silne.aperiodyk?fbclid=IwAR2SfMKuUHIpwtKa3O7UGXajpXcUz6S9zxBbyVrX_HvvqFzMECEjTWIM7Pc
Pozwólcie mi nie być laską z
magazynu!
… bo ja nie chcę taka być, serio :)
Kanon ugrzązł w mass mediach na dobre: masz być sexy albo nie
pojawiaj się w ogóle. Świat nie chce twojej naturalności, on chce wydobyć z
ciebie piękno! Pozwól sobie na luksus, na modę i szał! Ile razy to słyszałaś?
Ile razy uświadamiałaś sobie, że coś tu zgrzyta, a w szpilkach nie
wytrzymałabyś tylu godzin z uśmiechem na ustach? A przede wszystkim: ile razy
poczułaś dysonans między tym, jak wyglądasz, a jak próbują ci wmówić, że
powinnaś?
Bardzo daleko mi do coachingowych mówców, raczej wpasowuję się w nurt chronicznie szczerych, więc nie obiecuję, że nie będzie bolało.
Podziękuję za metamorfozy
Nie rozumiem programów, dzięki którym uczestnicy przechodzą
metamorfozę wyglądu i odnajdują pewność siebie. W takie przedsięwzięcie
zaangażowane jest grono fachowców od fryzury, makijażu i ubioru, a oni wszyscy
mówią sprawnie niczym doświadczeni coachowie. Do tego czujne oko kamery
rejestruje etapy i emocje Cudownej Przemiany. I nie można się nie zachwycać,
przecież to jest wpisane w program! Nagle „szara myszka” przeistacza się w
wystrojoną kobietę, która dumnie kroczy w niewygodnych szpilkach. Cel osiągnięty,
ochy i achy, dziewczyna kipi szczęściem i pewnością siebie! Czego ja się znowu
czepiam?
Z uporem maniaczki będę powtarzać, że poczucia własnej
wartości nie buduje się czerwonymi paznokciami, szpilkami i ciuchami z wybiegu.
Oczywiście, możemy to smutne i zakompleksione wnętrze spryskać Diorem za kilka
stów, zaniżoną samoocenę odziać w ekstrawagancką sukienkę, zaszpachlować
fluidem ślady płaczu i przypudrować różem uczucie zażenowania. Efekt zrobi
wrażenie i osoba pewnie też poczuje się lepiej. Gratyfikacja tu i teraz. Brzmi
super, ale czy serio jest się z czego cieszyć?
A jak Akceptacja
Akceptacja siebie to proces i wysiłek nad wewnętrznymi
blokadami oraz nieprzepracowaną, bolesną przeszłością. To prawdziwa
konfrontacja z JA, istotą ludzką, uczuciami i potrzebami.
Nie posiadam telewizora i dzięki temu łatwiej mi uniknąć tego
typu zakłamanych programów. Inspiracją dla tego fragmentu było wydarzenie w
łódzkiej Manufakturze jakiś czas temu. Nie pamiętam tego ze szczegółami, ale
doskonale przypominam sobie moje zdziwienie efektem końcowym. Na finiszu
dziewczyny w nowej odsłonie przeszły się po wstawionym wybiegu, taka Nowa Ja.
Wizażystki, fryzjerki i styliści uwinęli się błyskawiczni i dokonali wyraźnej
zmiany. Widząc młode dziewczęta po metamorfozie, zaczęłam zastanawiać się, czy
naprawdę wyjdą tak na dwór? Temperatura na zewnątrz oscylowała nieco poniżej
zera. Tak, cholerny ziąb i ktoś ma zamiar ślizgać się na obcasach w krótkiej
spódniczce i przykrótkiej kurtce? Bez czapki, szalika i rękawiczek? Czy urodę powinno
się przypłacać infekcją? Czepiasz się, są piękne, to się liczy!
Takich wydarzeń i programów znajdziemy dzisiaj więcej. Jak
ktoś chce w to iść, ja nie bronię. Może innym jest cieplej niż mnie i nie
cierpią, jeśli zmarzną. Pragnę tylko zasygnalizować, że te kila godzin (dni)
Cudownej Przemiany nie zmieni tego, co w środku. Jeśli jakaś osoba nie lubi
siebie i co trochę znajduje w sobie defekty, to podobne czary-mary nie dotrze
do źródła problemu i nie poprawi jakości życia. Owszem dziewczyna może kilka
razy spojrzy w lustro z nieco większym zadowoleniem i otrzyma parę
komplementów, ale smutna i obolała dusza pozostanie.
Moje piękno – moja decyzja
To ja decyduję, czy jestem piękna. Brzmi narcystycznie i
przewrotnie? Ok! Czasami jeszcze słyszy się gdzieś, że osoba pewna siebie i
zadowolona z tego, kim jest, nie potrzebuje wspaniałej oprawy, żeby emanować
energią i pięknem. A może to było na pożytek jakiejś reklamy?
Jeśli ktoś czuje potrzebę korekty czegokolwiek i sprawiają mu
frajdę zabiegi kosmetyczne, to ok. Branża beauty też jest dla ludzi i z
pewnością napędza gospodarkę. Rozumiem osoby, które się malują, jak i te bez
makijażu. Jeśli operacja plastyczna czy inny upiększający zabieg stanowi dla
kogoś miłą przyjemność, a nie substytut szczęścia, to naprawdę wszystko gra.
Możemy się różnić i czuć piękne i piękni na inne sposoby, a dopóki nie robimy
czegoś wbrew sobie, to nie ma powodów do zmartwień.
Spocona, potargana, czerwona, ale nadal szczęśliwa
W mediach społecznościowych z łatwością można znaleźć strony
poświęcone zdrowemu trybowi życia i ćwiczeniom. Czerpanie wiedzy i inspiracji
stało się wyjątkowo proste, dlaczego z tego nie skorzystać? Osobiście
ograniczyłam obserwowanie takich fanpage do minimum, gdyż duża część z nich po
prostu mnie drażni. Powodem jest nierealistyczny przekaz i przekłamania.
Dlaczego znów się czepiam? Piszę o tym, ponieważ na filmikach zobaczyłam
perfekcyjnie umalowane dziewczyny, ze staranną fryzurą, w idealnie dobranych
ciuszkach, z tłem bez wiszącego prania, misek na karmę dla kota czy książek
przykrytych kocem. Nawet ich pot i zmęczenie na twarzy sprawiają wrażenie
subtelnych i eleganckich, no bo jak tu się spocić i potargać przed kamerą?
Powiedzcie mi, czy naprawdę na domowy trening człowiek
odstawia się na bóstwo, nigdy nie ma prania/prasowania, brudnych naczyń gdzieś
w otoczeniu? W tle na pewno żadnych odgłosów szczekającego psa, marudzącego
dziecka czy zbyt głośnych sąsiadów?
Cóż, jeśli porcja ruchu wszystkich ćwiczących w domu naprawdę
tak wygląda, a tylko moja nie, to z góry przepraszam za zamieszanie. Gdzieś tam
wewnątrz czuję pewien zgrzyt. Kiedy ja ćwiczę, nie mam na sobie pastelowego
zestawu, ułożonych włosów i pustego pokoju. Ubieram się wygodnie i robię trochę
miejsca na matę czy hantle. Chcę się zmęczyć i spocić, a na koniec czuć
zadowolenie i endorfiny. Amen!
Moje decyzje = moje szczęście
Głęboko wierzę w to, że szczęśliwe wnętrze widać na zewnątrz
i nie przeszkodzą temu żadne zabiegi. Można być smutnym z makijażem i bez. Dla
mnie poczucie piękna to decyzja.
To postanowienie, że jestem szczęśliwa i atrakcyjna bez
względu na to, czy kolor, krój i rozmiar odpowiadają obecnym trendom.
To mój wybór, by polubić siebie i zaakceptować wady, które
mam.
Życie bez Instagrama
Wiem, że świetni, niezależni twórcy i przebojowe aktywistki
dokumentują swoją aktywność na Instagramie i stanowi to wartość. Nie przeczę,
że można tam znaleźć również pomysły na handmade i przyjemne zdjęcia z wypadów
za miasto. Natomiast mówię NIE kreatorom sztucznej rzeczywistości, dla których
zasięgi i serduszka wydają się być przyczyną i skutkiem wszystkiego. Nie chcę
brać w tym udziału, pozwólcie mi nie być raz jeszcze.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz