Rozdział III „Być
Hamletem albo nie być Ewą”
Do
dziś nikt nie wie, ile żyła pierwsza para ludzi. Nie wiadomo, czy Ewa doczekała
się zmarszczek, a Adam pokaźnego mięśnia piwnego i nadciśnienia.
Dobro
i zło, zło i dobro, proporcje zaczynają się mieszać, jedno przeważa, drugie
niknie w oczach. Początek goni koniec, kobieta zna krav magę, mężczyzna
opiekuje się chorym dzieckiem. Płeć żeńska wychodzi na ulice, a ta druga
tłumaczy, dlaczego przez wieki miała tę pierwszą za „gorszy sort.” Ewa zarabia
więcej niż jej męski odpowiednik, a on jąka się i myli sól z cukrem krzątając
się po kuchni.
W
końcu kobieta zastanawia się, dlaczego nie potrafi płakać oglądając komedie
romantyczne. Potrafi podnieść nie tylko pokaźną sztangę, ale i głos. Ba, ona
wrzeszczy, zrywa kajdany konwenansów i depcze niepisany elementarz dla małych
dziewczynek o tytule „Co wypada, a co nie.”
Misternie
wykonany gorset zabierał kobietom powietrze przez lata. Bladły, mdlały, wołały
o ratunek miejscowych lekarzy, którzy mieli znaleźć cudowne remedium na
stłamszony krzyk. Wielki świecie! Leczy się przyczyny, a nie gładzi skutki.
Tamci może o tym nie wiedzieli, albo nie chcieli wiedzieć.
Ale
dzisiaj to Ewa nie wie, jak to jest z tym życiem, złem, dobrem, dobrymi
chęciami, leniwymi kłamcami i poplątanymi relacjami.
Jeszcze
sto metrów… pięćdziesiąt… dwadzieścia… dziesięć… trzy… dwa… jeden…
Czas
będzie przyzwoity, zadowalający, a może i lepszy. O kurka, rewelacyjny! Ewka,
pobiłaś rekord, wzniosłaś się na wyżyny, zwycięstwo, tego jeszcze nie było!
Ciężko na to pracowałaś, nie zastanawiałaś się nad tym, czy ćwiczyć, czy nie.
Hamlet pytał. Miał dwa wyjścia: działać albo nie działać. Długo się zastanawiał, Ewa – nie. Duński książę ‒ mężczyzna, sprowadził na siebie i na wiele osób tragiczny koniec.
Jego
decyzje i nie-decyzje plątały się w ciągu przyczynowo - skutkowych pomyłek, domysłów
i namiętności. Może był sprawcą, a może jedynie narzędziem w ręku kogoś „nad”.
Postrzegano go jako szalonego. Szaleniec, wariat, niestabilny emocjonalnie...,
a może to najlepsza z form obrony przed przyzwoitą normalnością? Dzisiaj coraz
trudniej zdefiniować, czym ona jest, a czym nie. Normalni ludzie obrabiają
tyłki tym nieszablonowym, plując jadem dalej niż widzą, a ci szaleni ustępują w
tramwaju miejsca kobiecie w ciąży uśmiechając się bezinteresownie.
Żywot
Hamleta dobiegł końca, a Ewa rano wstaje, wychodzi z domu i nie może ot tak
zabić jakiegoś drania. Tylko patrzy na niego, mimo że ma ochotę potraktować go
prawym sierpowym, ale ten wywyższający się bawidamek to jej szef.
Kim
jest Ewa? Co tu robi? I dlaczego żyje gubiąc się między Adamami i Hamletami?
Na
początku świata Ewa i Adam zjedli to nieszczęsne jabłko. Zawiedli Boga, ale
przede wszystkim posiedli świadomość. Widzą zło i cierpienie, boli ich
samotność powstała z różnych przyczyn. Dzisiejsza kobieta wie i nie wie, co
robić i gdzie szukać punktu odniesienia. A ładne jabłuszko teraz ma dopiero
gorzki smak...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz